Świńska zima
26.03.2010 komentarzy: 0
Wiosna przyszła – toną marzanny. Niegdyś wierzono, że zabicie postaci przedstawiającej boginię śmierci spowoduje jednocześnie usunięcie efektów przez nią wywołanych (czyli zimy) i nadejście wiosny. Miniona zima zostanie jednak zapamiętana i z pewnością przylgnie do niej jakiś przydomek. Jej następstw tak szybko nie zapomnimy. Była z pewnością najkosztowniejszą porą roku w XXI wieku. Jeszcze nie umilkły echa finansowych podsumowań związanych z odśnieżaniem, ogrzewaniem i stratami na kolei, a dziennikarze dostarczają kolejne informacje.
Piątkowa Gazeta Wyborcza na pierwszej stronie donosi o milionach euro, które europejscy podatnicy wydali na wirusa A/H1N1, czyli świńską grypę. WHO się tłumaczy, Komisja Europejska zapowiada śledztwa, rządy negocjują z koncernami farmaceutycznymi odszkodowania za nie odebrane szczepionki. Wygląda to trochę tak jakby świat żałował, że epidemia się nie rozwinęła. Zmarło tylko 17 tys. osób. To zdaniem komentatorów kiepski wynik, w porównaniu z 500 tys. osób, które umierają za sprawą wirusa sezonowego. Sytuacja przypomina nieco rozterki człowieka, który ubezpieczył dom, a spodziewana powódź nie nadeszła. Pieniądze na ubezpieczenie zostały więc wyrzucone w błoto.
Pikanterii świńskiej sprawie dodaje jednak specyficzny konflikt interesów. Marketing polityczny przeciwstawiono bowiem marketingowi farmaceutycznemu. Sprawy zdawały się przybierać dla wszystkich pomyślny bieg. Politycy mieli kryzys, który mogli rozwiązać, wykazując się troską o swoich wyborców, a koncerny obiecujący rynek. Niewypał pandemii grypy nadszarpnął autorytet polityków, którzy by ratować twarz zaczęli oskarżać WHO, producentów i całe środowisko medyczne o spisek. Scenariusz dziwnie znajomy, nieprawdaż?
Przy okazji Polska znowu okazała się niepokorna. Tym razem w osobie minister Kopacz, która odmówiła zakupu szczepionki. Z pozycji osoby tłumaczącej się przed wszystkimi, pozbawionej finansowych możliwości interwencji, stała się cenionym autorytetem, który oparł się farmaceutycznym naciągaczom (tym z PO jak zwykle się udało…). To chyba pierwszy przypadek, kiedy sarkazm wyparował z powiedzenia „Polak mądry po szkodzie”. Los się wyraźnie odwrócił i nie ma mocnych na Polskę – ani kryzys finansowy, ani wirus świńskiej grypy...