Zdrowie na olimpijskim poziomie
26.02.2010 komentarzy: 0
W grudniowym numerze Menedżera Zdrowia ukazał się materiał pod intrygująco brzmiącym tytułem "Ekonomia leczenia". Autorka prowadzi nas przez gąszcz makroekonomicznych statystyk. Podróż ta nie jest jednak przyjemna, ponieważ spomiędzy cyfr co rusz wyziera mizeria rodzimego systemu opieki zdrowotnej. Niby nic zaskakującego – mało wydajemy na zdrowie w relacji do PKB. Ale co to właściwie oznacza?
Z definicji, PKB to wskaźnik aktywności gospodarczej, a nie wskaźnik poziomu życia. O ile z definicji nie wyłania się bezpośredni związek między PKB i poziomem życia w danym kraju i do pomyślenia są sytuacje braku korelacji pomiędzy tymi dwiema wartościami, o tyle powszechnie przyjęto traktować wzrost standardu życia, jako następstwo wzrostu PKB. Dodatkowo, powodem wykorzystywania tego parametru, jako miary standardu życia w danym kraju jest łatwy dostęp do danych. Dane na temat PKB są osiągalne niemal dla każdego kraju na świecie, a spójność definicyjna umożliwia ich wzajemne porównanie. Sprytnie!
Posługiwanie się danymi o poziomie wydatków na ochronę zdrowia w odniesieniu do PKB oraz formułowanie oceny systemu i zagrożeń finansowania opieki zdrowotnej na podstawie takiej statystyki stało się powszechne. Nie brakuje jednak krytyki takiego podejścia, mogącego prowadzić do fałszywych wniosków. M.V. Pauly nazwał budowanie takich korelacji najbardziej niedorzeczną statystyką wśród dotychczas stworzonych. Wzrost udziału wydatków na ochronę zdrowia w PKB zależy w dużej mierze od tempa wzrostu PKB oraz od rozkładu konsumpcji w całym koszyku dóbr. Zdaniem autora czynniki te mają niewiele wspólnego z ochroną zdrowia.
Niedoskonałość PKB, jako wskaźnika dobrobytu społecznego wyraża się przede wszystkim w pomijaniu wartości zdrowia. Prawdziwym motywem aktywności gospodarczej jest bowiem maksymalizacja dobrobytu, a nie produkcja dóbr jako taka. Ocena ekonomicznego znaczenia zdrowia staje się pełniejsza, gdy w badaniu przyjęta zostaje perspektywa dobrobytu społecznego.
Siłę analizy makroekonomicznej w antycypacji i ocenie zjawisk społecznych udowodnił ostatnio pewien naukowiec z Yale – Daniel Johnson. Styczniowy numer Forbes.com poświęca obszerny artykuł osobie naukowca, który wymyślił i wciąż udoskonala algorytm pozwalający z ponad 90% precyzją przewidywać - ile medali (a w tym ile złotych) zdobędzie dany kraj podczas nadchodzących igrzysk olimpijskich. Najciekawsze w tej metodologii jest to, że nie analizuje się szans poszczególnych zawodników, a sam autor nie interesuje się sportem. Algorytm, oprócz premii za bycie organizatorem, uwzględnia takie dane jak: klimat panujący w danym kraju, ustrój polityczny, liczbę ludności czy ów PKB per capita...
Zatem jaki sport takie zdrowie – parafrazując to wytarte powiedzenie.